Rozstrzelaliśmy samochód z Wheel With It
W życiu każdego faceta prędzej czy później pojawia się taki moment, w którym irracjonalny pomysł brzmi zaskakująco sensownie. U mnie przybrało to bardzo konkretną formę, rozstrzelaliśmy samochód w ramach wspólnej akcji z ekipą Wheel With It. Brzmi jak czysta rozrywka i w dużej mierze nią jest, ale gdy zderzysz plan filmowy, strzelnicę, ludzi, broń i oczekiwania widzów, to nagle okazuje się, że żeby to wyglądało dobrze, musi być zrobione porządnie.
Całość zaczęła się od telefonu od Michała, mojego ziomka, który od dawna mieszka w Krakowie i siedzi w motoryzacji. Współpracuje z kanałem Wheel With It i to właśnie przy tej współpracy pojawił się pomysł, żeby domknąć ich projekt mocnym, nietypowym finałem. Michał zapytał, czy jestem w stanie ogarnąć strzelnicę i ekipę, która w kontrolowanych warunkach zrobi z auta to, co wszyscy chcieli zobaczyć na ekranie. Nie musiał mnie długo namawiać, zacząłem dopytywać o szczegóły, a potem od razu przeszedłem do organizacji.
Najpierw trzeba było znaleźć obiekt, który podejdzie do tematu normalnie, bez kręcenia nosem
i z jasnymi zasadami. Po kilku telefonach wyszło, że strzelnica TUR jest w stanie to udźwignąć. Właściciel, bardzo sympatyczny gość, podszedł do sprawy prosto, ustalamy termin, przyjeżdżamy autem, robimy swoje i po wszystkim zabieramy samochód. Dokładnie takiej odpowiedzi potrzebowaliśmy, bo w tym pomyśle liczy się też logistyka. Auto nie znika
w powietrzu, tylko trzeba je dowieźć, ustawić, rozstrzelać i potem sprzątnąć temat tak, jak należy.
Drugim elementem była ekipa strzelców. Wbrew pozorom to, co wydawało mi się najtrudniejsze, okazało się najprostsze. Wystarczyło kilka rozmów w stylu „co robisz w weekend, bo jest samochód do rozstrzelania” i praktycznie każdy reagował tak samo. Jasne, będę. Finalnie
w krótkim czasie zebraliśmy pełny skład ludzi, którzy podeszli do tego z odpowiednim nastawieniem i z głową. Pozostało dogranie godziny, miejsca, arsenału i amunicji, bo jeśli już robi się taką akcję, to efekt na aucie ma być gruby.
Na strzelnicy spotkaliśmy się w mroźny poranek. Było zbicie piątek, szybkie ustawienie planu
i rozpoczęcie dnia zdjęciowego. Wheel With It przywiozło samochód, który idealnie pasował do roli głównej. Chrysler PT Cruiser przygotowany jako typowy „dealer car”, czyli auto zrobione pod pokaz, z mnóstwem detali, przeróbek i charakterystycznym wyglądem. Już przed pierwszym strzałem było jasne, że ktoś włożył w to masę pracy i pieniędzy. Taki wybór działa też na widza, bo zniszczenie przypadkowego złoma nie robi wrażenia, a tu od początku widać, że obiekt jest wyrazisty i ma swoją historię.
W międzyczasie mogłem też podejrzeć, jak pracuje ich ekipa. To była jedna z tych chwil, kiedy człowiek uświadamia sobie, czym się różni klasyczne „kręcenie na YouTube” od pracy ludzi, którzy działają jak przy normalnej produkcji. Organizacja, prowadzenie ujęć, kontrola kadru, komunikacja na planie, wszystko dopięte tak, żeby na końcu wyszedł spójny materiał. Do tego dochodzi aspekt broni jako rekwizytu i narzędzia, więc zanim panowie dołączyli do strzelania, dostali krótkie wprowadzenie w obsługę. Najważniejsze rzeczy, które widać nawet na kamerze, palec poza spustem, praca na komendach, bezpieczne trzymanie, bez udawania, że się umie, jeśli się nie umie.


Gdy część filmowa była już złapana, przeszliśmy do sedna, czyli do rozstrzelania samochodu. Strzelanie odbywało się seriami, na komendy, z przerwami na kontrolę i zmianę ustawień. Łącznie wyszło kilka rund, każdy „wypluł” po kilka pełnych magazynków. I tu pojawia się wniosek, który może zaskoczyć osoby patrzące na temat wyłącznie przez pryzmat efektów
z internetu. Samo strzelanie z 5,56 i 7,62 nie zawsze daje wizualnie taki rezultat „dobrze rozwalonego samochodu”, jakiego ludzie oczekują. Dziur jest dużo, dźwięk jest mocny, emocje są, ale obraz zniszczeń nie musi od razu wyglądać jak po filmowej eksplozji.
Właśnie dlatego duże podziękowania lecą do Radka, który uprzedził mnie wcześniej, że jeśli chcemy widowiskowo domknąć temat, trzeba dorzucić coś, co zrobi wyraźną różnicę w krótkim czasie. Padła propozycja, żeby wziąć brenekę, więc poprosiliśmy ludzi, żeby przywieźli strzelby. To był ten element, który miał dokończyć dzieła i zamknąć akcję mocnym akcentem, dokładnie tak, jak wymagała tego forma całego przedsięwzięcia.
Na koniec zostaje to, co w takich akcjach jest najważniejsze, ludzie. Dziękuję ekipie Wheel With It za zaufanie i zaproszenie, dziękuję wszystkim, którzy pomogli mi w organizacji, oraz strzelcom, którzy przyjechali i zrobili robotę. W praktyce byli aktorami, statystami i moim „plutonem egzekucyjnym” do tego auta. Jeśli chcesz zobaczyć tę historię w ujęciu stricte filmowym i motoryzacyjnym, zajrzyj na kanał Wheel With It. U mnie na Anatomii Broni Palnej znajdziesz perspektywę bardziej strzelnicową, z kulisami i przebiegiem całej akcji od strony broni, amunicji i organizacji.


